Nawigacja – Mapa strony

Strona głównaNumery4Interpretacje„Części luźne”. O symptomie i lit...

Interpretacje

„Części luźne”. O symptomie i literaturze

“Loose Parts:” On Symptom and Literature
Anna Turczyn
p. 216-236

Streszczenia

Artykuł ma na celu zaprezentowanie psychoanalitycznego symptomu jako kategorii opisowej w charakterystyce nowoczesnego i późnonowoczesnego podmiotu. Autorka wychodzi od porównania koncepcji Freuda i Lacana, wskazując jednocześnie możliwość ich przełożenia na grunt literaturoznawstwa. Zaproponowane przykłady literaturoznawczych interpretacji dzieł literackich — ściślej dzieła Gombrowicza w interpretacji M. P. Markowskiego i L. Neugera — nie tylko odwzorowują psychoanalityczny dwupodział w rozumieniu funkcji symptomu, ale dają się wpisać w szerszą perspektywę refleksji nad podmiotem. Tym samym artykuł stanowi próbę wykorzystania psychoanalizy jako narzędzia do budowania wypowiedzi metaliteraturoznawczych.

Góra strony

Dedykacja

I tak jak zmęczenie leczy ranę, tak też poniższy esej prowadzić ma nas ku refleksji o zmęczeniu ozdrowieńczym. Takim, które nie wynika z niepohamowanego zbrojenia się, lecz właśnie z przyjaznego rozbrojenia Ja.

Byung-Chul Han1

Uwagi wydawcy

10.18318/td.2023.4.12

Pełny tekst

  • 2 Temu zagadnieniu poświęciłam już jeden z opublikowanych na łamach „Tekstów Drugich” artykuł (zob. L (...)

1Zacznę od wyjaśnienia tytułu. W artykule nie zajmuję się symptomem w literaturze, to znaczy tym, jak literatura pokazuje lub przedstawia symptom. Interesuje mnie to, czy jak symptom dałoby się potraktować literaturę. Inaczej mówiąc, czy można czytać literaturę tak, jak czyta się psychoanalityczny symptom. Trochę mylące wydaje się samo pytanie, bo przecież wychodzę z założenia, że tak właśnie można ją czytać2. A w związku z tym zamiast pytać „czy”, należałoby raczej zastanowić się nad „jak” – jak czytać literaturę jako symptom? W tym tekście podaję dwa sposoby: jeden Freudowski, drugi Lacanowski. Oba podejścia mają swoje uzasadnienie oraz swoje literaturoznawcze konsekwencje. Najpierw kolejno je omówię, a następnie wskażę odpowiadające im literackie interpretacje. W tym ostatnim nie chodzi mi o samą literaturę, nie badam dzieł literackich, ale – jak zaznaczyłam – sposób ich czytania, a więc również interpretowania. I nie ma znaczenia, czy te interpretacje będą ze sobą zgodne czy nie (w podanych przykładach odnoszą się one do tego samego dzieła), istotniejsze będą bowiem dla mnie ich efekty pokazujące zarówno przyjętą przez interpretatora perspektywę, jak i światopogląd, w który siłą rzeczy wpisuje czytaną literaturę. A że są to dwie różne perspektywy i dwa różne wyłonione z nich światopoglądy, tym łatwiej zestawić ze sobą obie lektury i zaprezentować ich ideowe konsekwencje w interesującym mnie obszarze badań. Zaczynam więc od przedstawienia psychoanalitycznych definicji, by móc pokazać ich zastosowanie na gruncie literaturoznawstwa.

Podmiot minus symptom

  • 3 S. Freud, Zahamowanie, symptom i lęk, w: tegoż, Histeria i lęk. Dzieła, t. VII, przeł. R. Reszke, W (...)
  • 4 Tamże, s. 201.

2Symptom w ujęciu Freudowskim wiąże się z tradycyjnym rozumieniem jego funkcji. Najkrócej mówiąc, symptom jest tym, co przeszkadza podmiotowi w normalnym działaniu. Przy czym owo przeszkadzanie nie jest radykalne, bo nie oznacza zahamowania podmiotu, a więc jego zatrzymania czy powstrzymania. W przypadku symptomu, jak wyjaśnia Freud, pojawia się całkiem nowy element, często nadbudowany na chorobowym zahamowaniu, ale w swojej istocie będący już „objawem procesu chorobowego”3. Symptom byłby jednostką złożoną i w pewnym sensie pozytywną, to znaczy przeciwstawioną negatywnemu zahamowaniu lub, jak mówi Freud, „zdegradowaniu funkcji”. W rozumieniu Freuda symptom jest „nowym dokonaniem”, „niezwykłą zmianą funkcjonowania”. O ile zahamowanie tłumaczy się ograniczeniem funkcji ja, to już symptomu, według Freuda, „nie można opisać jako procesu zachodzącego w «ja» lub dotyczącego «ja»”4. Ten warunek wydaje się istotny, gdyż wyraźnie pokazuje, że symptom jest czymś spoza podmiotu, że nie odnosi się do ja (Ich) i musi być od ja oddzielony.

  • 5 Freud podkreśla, że „symptom […] to sukces procesu wyparcia”.

3Można by to jeszcze opisać w ten sposób: symptom Freuda to nadbudowa, coś w rodzaju superstruktury powstałej z wypartej przez ja pobudki popędowej5. Ja wypiera, ale nie tworzy symptomu – ten ostatni jest wytworem owej pobudki. W tym sensie Freud broni podmiotu przed symptomem. Wspiera go w wysiłku skutecznego wypierania i proponuje taki model analizy, w którym ostatecznie (jak wiadomo, to się nigdy Freudowi nie udało) będzie mógł się pozbyć „obcego” wytworu, a właściwie będzie musiał to zrobić. Symptom musi być odjęty od podmiotu, dlatego podmiot musi w trakcie psychoanalizy symptom od siebie odrzucić (podmiot minus symptom).

  • 6 R. Nycz, Poetyka doświadczenia. Teoria, nowoczesność, literatura, Wydawnictwo IBL PAN, Warszawa 201 (...)
  • 7 Tamże.
  • 8 Na potrzeby tego tekstu porównanie ograniczam tylko do kwestii symptomu, choć wielu badaczy wskazuj (...)

4W języku innej teorii takie doświadczenie dałoby się porównać do poddania podmiotu „racjonalistycznemu projektowi modernizacji”. „Toteż w konsekwencji doświadczenie, z jakim mamy do czynienia w tym przypadku, bywa z reguły doświadczeniem konfliktu, szoku, przymusu, kontroli, represji, ekskluzji, pozostawiającym traumatyczne ślady we wrażliwości jednostki”6. W ten sposób o doświadczeniu nowoczesności pisał Ryszard Nycz, zwracając uwagę na te same aspekty świadomej siebie podmiotowości co Freud (Ich). Aktywny podmiot może zachować swoją autonomiczność, pod warunkiem że podporządkuje się „racjonalnej świadomości”, czyli odejmie od siebie to wszystko, „co mogłoby podważyć jej władzę: a więc przede wszystkim [to], co cielesne, popędowe, emocjonalne, nacechowane wartościowaniem”7. Inaczej mówiąc, podmiot minus symptom to nie tylko cel psychoanalizy Freuda, ale również efekt działania doświadczenia nowoczesności8. Człowiek uwolniony od dokuczliwych oznak chorobowych to wizja na miarę projektu przyszłości zakładającego możliwą do osiągnięcia „modernizację” ludzkiej psychiki. Takie swoiste unowocześnienie podmiotu zaczęło się wraz z wyraźnym rozgraniczeniem tego, co podmiotowe i świadome, czyli objaśnione i wyjawione, oraz tego, co pozostaje w mrokach psychoanalitycznego poznania (Es). To ostanie – uznane za wrogo wobec podmiotu nastawione – należało w trakcie terapii usunąć jako zagrażające prospektywnej wizji zdrowia. W tym sensie człowieka zmodernizowanego można rozumieć jako pozbawionego symptomów.

  • 9 B.C. Han, Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje, dz. cyt., s. 103-104.
  • 10 Han wskazuje tutaj na ciągłość procesu upodmiotowienia w tym sensie, że jego późnonowoczesna forma (...)
  • 11 „Nieświadomość Freuda nie jest tworem uniwersalnym. Jest produktem represyjnego społeczeństwa dyscy (...)

5Z perspektywy późnonowoczesnej dostrzega się i podkreśla bliskie podobieństwo Freudowskiego „podmiotu bez symptomów” do ubezwłasnowolnionego i wyalienowanego podmiotu nowoczesności, któremu w Poetyce doświadczenia wiele miejsca poświecił Ryszard Nycz. „Psychiczny aparat Freuda – pisze niemiecki filozof Byung-Chul Han – opanowany jest przez zaprzeczenie i wyparcie, jak również przez strach przed wykroczeniem”9. Instytucjonalizujący się na przykład w nerwicy symptom byłby właśnie takim postrachem dla podmiotu, który jednak dałoby się zlikwidować – odjąć. Pacjent Freuda musiałby „tylko” podporządkować się wymogom kuracji analitycznej. Albo mówiąc inaczej, powinien zgodzić się na „ubezwłasnowolnienie” w zakresie czynności własnego ciała i zlecić nad nim kontrolę analitykowi. Symptom należy odjąć od podmiotu, podmiot powinien pozbyć się symptomu. Według autora Społeczeństwa wypalenia teoria Freuda jest klasycznym alibi dla powstającego wówczas społeczeństwa dyscyplinarnego, opisywanego i krytykowanego później przez Michela Foucaulta. System zakazów i nakazów, obserwacja i analiza, dyscyplina i obietnica wyleczenia to dwa nakładające się na siebie spojrzenia Innego – władzy i psychoanalityka. Ale według Hana podmiot zdyscyplinowany wraz z końcem XX wieku uległ przekształceniu w podmiot osiągnięć i jego „rewers” – podmiot wypalony i depresyjny10. Niemiecki filozof rozumie tę zmianę jako wynik oddziaływania gospodarki neoliberalnej i kapitalistycznej w powszechnym, a więc również kulturowo-społecznym zakresie. Ale nie tym chciałam się zająć w swoim tekście. Powołuję się na to rozpoznanie, gdyż ów podmiot minus symptom, Freudowska wizja nowoczesnej przyszłości człowieka, również ulega swoistemu przekształceniu. Kiedy Freudowskie „mieć powinność” (sollen) przeszło w „móc” (können), wyłonił się podmiot postfreudowski. Dla Hana oznacza to kres psychoanalizy11. A jednak właśnie w tym punkcie – wbrew deklaracji filozofa – dostrzegam nie tyle koniec teorii Freuda, ile możliwość teorii Lacana. Ale najpierw trzeba wyjść od tego, że symptomu nie da się odjąć od podmiotu.

Podmiot plus symptom

  • 12 Zob. J. Lacan, L’envers de la psychanalyse. Le séminaire livre XVII, 1969-1970, oprac. J.-A. Miller (...)
  • 13 Foucault nazywał tę metodę „interpretacją interpretacji”. Zob. M. Foucault, Nietzsche, Freud, Marks(...)
  • 14 Ta myśl pojawia się u Lacana dość wcześnie, bo już na początku lat pięćdziesiątych, z pewnością pod (...)

6Lacan w kwestii symptomu odwraca przyjętą przez Freuda perspektywę12: symptom musi pozostać nierozerwalnie związany z podmiotem, gdyż stanowi warunek podmiotowej artykulacji. Tymczasem według niego psychoanaliza zajmuje się właśnie tym ostatnim – podmiotem artykułującym. Lacana interesowało przejście na bardziej elementarny poziom wypowiedzi, dlatego nie kierował się w stronę interpretacji i swobodnych skojarzeń13, ale na odwrót, dążył do uzyskania formy dyskursu bez słów (discours sans paroles), w którym najwyraźniej widać artykulacyjne powiązania podmiotu. Skoro realność podmiotu jest zamknięta na porządek języka i jako taka pozostaje niewyrażalna, należy skupić się na momentach, w których ta niewyrażalność zaczyna się symptomatyzować. Dzięki tej funkcji symptomu podmiot może się bowiem w ogóle odrealnić i zaistnieć w języku. I wcale nie musi to być język służący do komunikacji (Freud), ale z pewnością będzie to jakaś forma ewokacji14.

  • 15 Odwołuję się tutaj do dwóch tekstów Lacana: Lituraterre oraz Joyce le Symptôme, oba zamieszczone w: (...)
  • 16 J. Lacan, Autres écrits, s. 569.

7W ten sposób odsłania się przejście od przymusu wyparcia – podmiot dyscyplinarny musi wypierać, a nawet odcinać się od oznak „sukcesu wyparcia” – do połączenia w parę podmiotu i jego symptomu (podmiot plus symptom). Symptom według Lacana jest podmiotowym sposobem skreślania realnego („litery”) i wchodzenia w język (symboliczne)15. Jako „wydarzenie w ciele” (événement de corps)16, które Lacan nazywa również „uderzeniem mowy” (langage), wywołuje lub inicjuje podmiot w samym przejściu od realnego (bios) do języka (logos). W tym ujęciu podmiot jest rozpatrywany nie z perspektywy powinności – powinien być „minus symptom” – ale możności, gdyż wchodzi w język zawsze na swój własny sposób – symptomatycznie. Symptom zatem należy w psychoanalizie zachować, bo stanowi formę podmiotowej artykulacji. Inaczej mówiąc, symptom działa w sposób utrzymujący podmiot, a więc odwrotnie niż u Freuda, u którego symptom podmiotowi przeszkadzał, a nawet mu zagrażał.

  • 17 B.C. Han, Społeczeństwo zmęczenia, s. 28.
  • 18 Tamże, s. 90.
  • 19 Ta niemożliwość, jak pokazuje Lacan w Lituraterre, jest warunkiem możliwości wyłonienia się literat (...)
  • 20 „Nadzwyczajne, że Joyce doszedł do tego nie tyle bez Freuda (chociaż samo przeczytanie go by mu nie (...)

8W tym, jak o symptomie pisze Lacan, można doszukiwać się również przejścia od podmiotu rozumianego jako nowoczesny i poddany dyscyplinie narzuconej przez zewnętrzny porządek (władza, doktryna, teoria itp.) do późnonowoczesnego podmiotu osiągnięć i możności. Artykułowanie jest możnością podmiotu realizującą się jeśli nie w aktach komunikacji, to w ewokacji poprzez skreślanie tego, co niewyrażalne. Powiązanie zaś podmiotu i symptomu otwiera drogę ku pozytywności, którą za Byung-Chul Hanem należy postrzegać zarówno jako wykraczającą poza negatywność psychoanalitycznego symptomu (Freudowski „objaw” choroby), jak i jako pewną formę przemocy wypływającą z „nadprodukcji, nadmiernej wydajności czy nadmiaru komunikacji”17. Jeśliby kierować się tym tokiem rozumowania, to połączenie w parę symptomu i podmiotu (Lacan) wzmagałoby tę uwewnętrznioną przemoc pozytywności, która wcześniej nie objawiła się w takim aspekcie z powodu narzuconej z zewnątrz przemocy negatywności (Freud). Albo więc Han ma rację i współczesny podmiot osiągnięć jest nie tyle postfreduowski, ile w ogóle postpsychoanalityczny, albo racji można by szukać po stronie Lacana i uznać, że „dodanie symptomu” nie zwiększa osiągnięć podmiotu, lecz pozwala na zmęczenie go, na osiągnięcie „rozbrajającego zmęczenia” podmiotu18. Lacan stawia przecież granicę, a raczej nie stawia, tylko przypomina o jej istnieniu – chodzi o brzeg (litoral) uniemożliwiający przejście z bios do logos19. Zamiast „zbroić” podmiot w symptom, pozwala mu się więc zmęczyć, wytracić ów neurotyczny nadmiar ekspresji. W tym sensie późnonowoczesnemu podmiotowi potrzebna jest nie psychoanalityczna interpretacja, lecz psychoanaliza rozumiana jako możność „rozbrojenia ja”. Jeśli jakąś formę literatury można by porównać do działania psychoanalizy, to właśnie taką, którą czyta się jako potrzebę „ozdrowieńczego” zmęczenia własną artykulacją20.

9Literatura czytana jak symptom pokazywałaby więc z jednej strony zmaganie się z formą nowoczesności rozumianej jako powinność odjęcia symptomu, a z drugiej jako możność wyartykułowania się wraz z nim. W tym pierwszym przypadku wyraźnie dominuje kwestia podmiotowej tożsamości – ja oddzielone od symptomów, każda forma zaburzenia precyzyjnie rozpoznana. W drugim przypadku tożsamość zostaje „rozbrojona”, poluzowana dzięki dopuszczeniu do symptomatycznej artykulacji. Myślę, że psychoanalizy współcześnie nie da się już rozumieć na podstawie katalogu chorób psychicznych – tym nadal zajmuje się psychiatria. Psychoanaliza to raczej nabywanie pewnej umiejętności luzowania granic podmiotowych identyfikacji lub ćwiczenie się w niej. Pozwala to sprowadzić ją do umiejętności przyjęcia perspektywy symptomatycznej, dopuszczającej do niekonfliktowego, w tym również niedialektycznego, rozluźniania granic tożsamość.

Jak czytać symptom?

10Należałoby teraz przełożyć powyższe rozważania na grunt literaturoznawstwa. W tym celu sięgam do Gombrowicza. Ale chciałabym raz jeszcze podkreślić, że nie chodzi mi o jego dzieło, o czytanie tekstu Gombrowicza, lecz o czytanie o jego tekście. W ten sposób ustawiam swoją pozycję na poziomie lektury nie tyle literackiej, ile właśnie literaturoznawczej i zastanawiając się nad czytaniem literatury jak symptomu, przedstawiam dwie możliwości. Pierwsza wpisuje się w wyznaczony przez Freuda kierunek podmiot minus symptom, a druga – podmiot plus symptom – wkracza w perspektywę zaproponowaną przez Lacana (według Hana późnonowoczesną).

  • 21 „Czarny nurt” pisany w taki sposób oznacza hasło, które wraz z książką M.P. Markowskiego, zatytułow (...)
  • 22 Różnicę warunkującą moje porównanie dostrzegam być może wbrew intencjom cytowanych badaczy. W przyp (...)
  • 23 M.P. Markowski, Czarny nurt, s. 47.
  • 24 L. Neuger, Pomysły do interpretacji. Studia i szkice o literaturze polskiej, Oficyna Literacka, Kra (...)
  • 25 Tamże, s. 138.
  • 26 Tamże.
  • 27 Chodzi o tekst Witold Gombrowicz w Sztokholmie. Więcej piszę o tym w dalszej części.
  • 28 Wprowadzam cudzysłów, żeby podkreślić fikcyjny charakter tego zapisu w Dzienniku Gombrowicza. Zob. (...)

11Pierwszy typ symptomatycznej lektury jest wytyczany przez „czarny nurt” Michała Pawła Markowskiego21, drugi – przez „części luźne” Leonarda Neugera. Skoro różnicę między tymi propozycjami ulokowałam w podejściu do symptomu, oznacza to, że wykorzystuje się go jako element przeszkadzający, a nawet zagrażający podmiotowi (Markowski) lub jako czynnik „rozbrajający”, luzujący podmiot (Neuger)22. Nieistotne, czy w omawianych przeze mnie tekstach pojawia się słowo symptom. Próbuję zestawić je ze sobą w odniesieniu do przedstawionych wyżej stanowisk psychoanalitycznych, stosując jednocześnie tę przekładnię, o której wspomniałam na wstępie – nie chodzi o symptom, ale o czytanie literatury jak symptomu. O czytanie literatury przez literaturoznawców tak, jak czyta się symptom w psychoanalizie. Czy badacz jest tego świadom, czy nie, czy posługuje się językiem Freuda lub Lacana, czy nie – w gruncie rzeczy nie ma to dla mnie znaczenia, bo nie weryfikuję tych interpretacji ani pod kątem wiedzy psychoanalitycznej, ani literackiej „prawdy” czytanego tekstu. Interesuje mnie to, że Markowski buduje swoją interpretację w oparciu o podmiot „wywłaszczony, roztargniony, nieswój, grzeszny, zawstydzony, otumaniony, znudzony – słowem: wystawiony na niezrozumiały spektakl świata, pod powierzchnią którego buzuje czarny nurt kosmosu”23, co oznacza, że posługuje się schematem Freudowskiego symptomu. Tak „oznaki procesu chorobowego” nękają, atakują podmiot; z powodu formy nowoczesnej „choruje” Gombrowicz. Natomiast Neuger w lekturze tego samego autora (i tych samych tekstów) dostrzega raczej wyraz możności „emigracji”, która „zaczyna się od zdumionej samowiedzy”24. Podmiot nie jest więc postrzegany jako „wywłaszczony”, ale jako obecny w różnych miejscach – obecny paradoksalnie, bo przecież cały czas jest w stanie „emigracji”. Neuger powiada, że chodzi tutaj o rodzaj „wysiłku”, który ma na celu utrzymywanie takiego stanu „wytrącenia”, żeby rozluźnić „to wszystko, co kształtuje kategorię «ja» tak w sensie społecznym, jak i w sensie biologicznym, historycznym, światopoglądowym, kulturowym itp.”25. Wówczas przytrafia się coś z „Münchhauseniady”, a więc coś bardziej z artykulacji niż z komunikacji. Wysiłek „emigracji z”, jaki stale narzuca sobie Gombrowicz26, daje możliwość osiągniecia dystansu rozumianego jako symboliczna luka, miejsce zmęczenia podmiotu nieustanną pracą języka. Taką luką27, gdzie wyobrażeniowe – jak mówi późny Lacan – pełni funkcję osłony realnego, staje się „Sztokholm”28. Wtedy też następuje „rozbrojenie” podmiotu i o takim rozbrojeniu według mnie pisze Neuger, interpretując Gombrowicza.

  • 29 L. Neuger, Brokaty, Austeria, Kraków–Budapeszt–Syrakuzy 2022, s. 41-47.

12Porównuję te dwie interpretacje ze sobą, nie rozstrzygając, która jest trafna. W pewnym sensie aktualizują się one w odniesieniu do innych kontekstów i z tego względu korzystniejsze wydaje mi się prześledzenie ich symptomatycznej drogi, a nie stawianie konceptualnych zasieków. Tekst Neugera jest pod tym względem bardziej wymagający. To, co tak łatwo daje się odnaleźć u Markowskiego – wyłożony i powtórzony wielokrotnie zamysł interpretacyjny – w przypadku autora Brokatów, jak w psychoanalizie Lacana, pozostaje „ukryte” na widoku. Tym samym domaga się pewnego zniekształcenia – artykulacyjnego skreślenia – żeby zgodnie z koleją mogło wejść w interpretacyjny obieg. Sugeruje to już sam tytuł: „części luźne”. W odróżnieniu od hasłowego „czarnego nurtu” nie skupia on w sobie ani nie wytycza w sposób znaczący projektu lektury Gombrowicza. „Części luźne” wskazują raczej na rozpad takiego projektu, jakby żadna całościowa interpretacja nie była możliwa29. Jakby możliwa była tylko nie-całość, owo Lacanowskie pas-tout budzące „popłoch i wymiot” podmiotu. Słusznie podkreśla to Markowski w swojej interpretacji, gdyż wytrącona z początku i końca „widmowa” nowoczesność wywołuje podmiotowe spazmy. Ale wystarczy tylko odrobinę „rozluźnić gorset”, powiada Neuger, a wówczas możliwe stają rzeczy przeczące prawom języka. To właśnie rozluźnienie tożsamości, a więc wyartykułowanie podmiotu wraz z symptomem – chwycenie się „części luźnych” – nie tyle uspokaja ów „popłoch” nowoczesnego podmiotu, ile raczej pozwala się od niego odsunąć, zwiększając lukę w języku, prowokując tym samym symptomatyczną artykulację i budząc potrzebę „ozdrowieńczego”, jak mówi Byung-Chul Han, zmęczenia. Na takim schemacie, skrótowym i siłą rzeczy prowizorycznym, opieram poniższe porównanie.

Czarny nurt

  • 30 Jak już wspomniałam, „czarny nurt” traktuję jako strategię interpretacji Gombrowicza. Odwołuję się (...)
  • 31 M.P. Markowski, Czarny nurt, s. 46.
  • 32 Tamże, s. 47.
  • 33 Tamże: „W każdym momencie otwiera się w ja «połać nieokreślonego», pozbawiająca go na zawsze przypi (...)
  • 34 Tamże, s. 48.
  • 35 M.P. Markowski, Ręka kelnera, s. 226.

13„Czarny nurt” potraktowałam jako metaforę lektury Gombrowicza30. Markowski streszcza ją następująco: to „walka Gombrowiczowskiego podmiotu o własną tożsamość, która – co oczywiste – wcale nie jest dana z góry, lecz powstaje na skutek różnie konstruowanych relacji czy transakcji ze światem”31. Interpretacja opiera się więc na odtworzeniu schematu walki czy zmagań, w trakcie których krystalizuje się podmiot Gombrowicza. Oczywiście nie jest to „osadzony w sobie, niezależny i autonomiczny – podmiot teoretyczny”32, ale podmiot „wytrącony”. Niezwykle istotne dla tej strategii będzie ustawienie go w „polu walki”. U Markowskiego podmiot Gombrowicza walczy ze wszystkim, a najbardziej ze sobą33. Jest zagrożony z każdej strony, ale nie ustaje – to z całą pewnością najbardziej charakterystyczna jego cecha – w nawiązywaniu coraz to nowych relacji, w odbudowywaniu codziennego świata na nowo, kiedy ten „załamuje się pod wpływem niezrozumiałości”34. „Walka” jest wystarczająco mocnym terminem, żeby od razu spolaryzować i wyostrzyć wszystkie stosunki i związki od-budowujące się w jej polu. W tę „walkę”, zdaniem Markowskiego, podmiot Gombrowicza angażuje się z jednej strony przeciwko rozpadowi świata, a z drugiej – przeciwko własnemu „wytrąceniu”. Jej schemat jest następujący: rozpad – odbudowa – rozpad – odbudowa… – to cykl konstytuowania się podmiotu. „Wytrącenie” musi być obecne od samego początku, gdyż warunkuje powyższy cykl. W związku z tym można by go ująć również jako: wytrącenie – dyscyplina – wytrącenie – dyscyplina... Czynnikiem subordynującym podmiot Gombrowicza w interpretacji Markowskiego jest nowoczesna dyscyplina. Dyscyplinujące są wszystkie językowe relacje i stosunki, które ów podmiot nieustannie nawiązuje – na przekór i przeciwko ich trwałemu rozpadowi. W relacje jednak musi wchodzić, bo to podmiot nowoczesny: „Jeśli szaleństwo jest katastrofą rozumu ponoszącego klęskę w porządkowaniu świata, to obsesja, jak rozumie ją Gombrowicz, jest jedynym przed nim ratunkiem”35.

  • 36 S. Freud, Uwagi na temat pewnego przypadku nerwicy natręctw, przeł. D. Rogalski, w: tegoż, Charakte (...)
  • 37 M.P. Markowski, Ręka kelnera, s. 221. Chodzi o fragment z 2 tomu Dziennika Gombrowicza.

14Obsesję zgodnie z teorią Freuda sprowadzić można do intensywnej formy „pracy myślenia [die Denkarbeiten]”36. Powstaje ona jako wynik skrupulatnego analizowania świata wokół, przejawia wybitnie złożony, logiczny i rygorystyczny charakter, zachowując przy tym fundamentalny dla jej wytworzenia konflikt. W interpretacji Markowskiego wszystkie te elementy zostały uwzględnione, łącznie z konfliktowym podłożem zaburzenia. Jako przykład podaje on epizod z „ręką kelnera”37, który nabiera obsesyjnego charakteru w wyniku przymusowego powtórzenia „ręki”.

  • 38 Tamże, s. 223-224.

15Dość nietrudno zrozumieć, w czym rzecz: ołtarz jest tu mocnym zwornikiem sensu, wokół którego można owinąć życie, które jako takie sensu nie ma i skazuje na błądzenie, trudzenie się w nieokiełznanym żywiole. Ale, przyznajmy, ręka kelnera to dość marny kandydat na ołtarze, kiepski materiał na uświęcenie. A jednak Gombrowicz bierze tę rękę za rękę i wokół niej komponuje cały rozdział o egzystencji, która, gdy ją odpowiednio oskubać z nawarstwionych przyzwyczajeń, filtrów obronnych i parawanów, rzeczywiście może być jak „pełen szum i pełen szał”, z którego wyłowić można byle co, cokolwiek, nawet obwisłą rękę kelnera, która nie może Gombrowiczowi wyjść z głowy, która siedzi w nim, nie daje spokoju i wraca bez jego woli, słowem, ma wszystkie cechy obsesyjnego czy natrętnego obrazu, który wyzwolił się spod kontroli, ale którego należy się rozpaczliwie trzymać, bo pozwala ustalić rozhuśtany świat38.

  • 39 Tamże, s. 247.
  • 40 Tamże, s. 244.
  • 41 Tamże, s. 247.
  • 42 Tamże, s. 248.

16Ręka pojawia się nagle, następnie powraca do Gombrowicza, który nie wie zupełnie, co z nią począć (wynieść na ołtarz?), i podejmuje rozmaite próby jej opisania (np. w rozdziale XIV drugiego tomu Dziennika). Wszystkie one jednak zmierzają do jednego: ręki trzeba się pozbyć. W tym sensie, że trzeba ją odjąć od podmiotu. Ręka przychodzi ze świata, wytrąca ja z równowagi i wprawia w cykl obsesyjnej pracy myśli. „Co zrobić z ręką” oznacza: jak i na co ją przerobić, jak ją wykorzystać, żeby utraciła zagrażający podmiotowej integralności aspekt. A więc jak zdyscyplinować podmiot, żeby pozbył się tej ręki. Według Markowskiego Gombrowicz uwalnia się od natrętnej ręki, tworząc obsesję, bo obsesja to nieustanna walka z powtarzającymi się symptomami. Powtarzanie zaś, jak wyjaśnił to Freud w Poza zasadą przyjemności, ma na celu opanowanie bodźca przynajmniej do takiego stopnia, żeby wytracił traumatyczny potencjał szoku. W ten sposób wyłania się osobliwa defilada symptomów. Jedne zostają zastąpione przez inne, a wszystko w ramach „policyjnego” nadzoru ja: „cokolwiek wpadnie w jej [policji] ręce, odrobinę choćby pasujące do rysopisu, zadowoli głównego komisarza, czyli Ja”39. Podmiot, a szczególnie neurotyczny podmiot Gombrowicza, musi nieustannie wytwarzać ciągi myślowe, skojarzenia, metonimiczne łańcuchy znaczących, żeby to, co dokuczliwe, zastąpić tym, co dla niego „zbawienne”40. Dokuczliwy jest brak sensu „ręki kelnera”. Zbawienny zaś język, który pozwala przesuwać tę „rękę” w rozmaite strony, dzięki czemu realizuje się wspomniana walka podmiotu z symptomami i w efekcie powstaje jakiś tekst mający jakiś sens, który jakoś da się zakomunikować. Owo „jakiś – jakoś” wiąże się bezpośrednio z policyjnym nadzorem – po prostu wystarczy nikłe („jakieś”) podobieństwo, żeby złapać kogoś zamiast „prawdziwego mordercy”41. Ów szkodliwy symptom – ręka („morderca”) – zostaje odjęty, zamiast niego pojawia się językowa reprezentacja: „Owszem, nerwica natręctw jest dokuczliwa przez uporczywą persewerację, ale dokuczliwość ta blednie w porównaniu z korzyścią, jaką Ja czerpie dzięki zręcznemu wpleceniu symptomu w tkaninę egzystencji”42.

  • 43 M.P. Markowski, Czarny nurt, s. 47-48. Do „nawiasu” wracam w dalszej części, proponując wyjaśnienie (...)

17Napisałam, że interpretację Markowskiego czytam jako realizację Freudowskiej zasady podmiot minus symptom. Jak więc wyjaśnić to ostatnie zacytowane zdanie? Markowski posługuje się (za Freudem) mechanizmem powtórzenia, podkreślając jego przymusowy charakter. Ręka będzie tak długo nękać podmiot Gombrowicza, aż wreszcie znajdzie się dla niej jeśli nie jakiś sens, to choćby jakieś znaczenie. Ręka jest spoza podmiotu i dlatego podmiotowi dokucza. To właśnie rozumiem jako podmiot minus symptom. Umiejętne wprowadzenie ręki do języka („tkaniny egzystencji”) pozwala się od niej uwolnić; Gombrowicz nie musi iść w tym celu do psychoanalityka, bo swoje pisanie traktuje jak terapię. Do tego cały czas zmierza Markowski w Czarnym nurcie i w Ręce kelnera. Chodzi o to, żeby literaturę potraktować jak symptom, czyli przeczytać (napisać) ją w sposób, który umożliwia odtworzenie całej „neurotycznej konstelacji”, jak mówi Lacan, z wyraźnym, obsesyjnym oddzieleniem podmiotu od symptomu. Żeby ta nerwica mogła się utrzymać – żeby Gombrowicza można było czytać tak, jak pokazał to Markowski – podmiot musi znać granice swojej tożsamości, musi toczyć walkę i wiedzieć, kto jest mordercą („ręka”), a kto komisarzem policji („ja”). Natomiast podmiot poluzowanych granic, „rozbrojone ja”, w tym modelu koniecznie trzeba wziąć w nawias43.

Części luźne

  • 44 L. Neuger, Pomysły do interpretacji, s. 127-146.
  • 45 Tamże, s. 137-138; wyróżnienia za oryg. Ciekawym kontrapunktem jest jeszcze interpretacja Marii Jan (...)
  • 46 L. Neuger, Pomysły do interpretacji, s. 138.

18Leonard Neuger w Widzieć najbezwzględniej. Witolda Gombrowicza mit biografii emigranta44 z „ręką kelnera” rozprawia się tak: „«Ręka» doświadcza bohatera, by z kolejnego miejsca mógł więcej zrozumieć, mógł uzyskać najlepszą perspektywę oglądu świata”45. Sytuacja jest więc jakby odwrotna. „Ręka” nie dokucza podmiotowi Gombrowicza, bo nie skupia na sobie jego uwagi. Nie jest zagrożeniem, choć jest „wytrąceniem” – ale chyba fartownym, bo pozwala coś zyskać, umożliwia osiągnięcie „najlepszej perspektywy”. A to oznacza wyjście poza własne granice, oznacza „emigrację jako pojęcie intelektualne”46.

  • 47 W Posłowiu do Brokatów A. Dauksza czyta Neugera z perspektywy Gombrowiczowskiej „siły nieprzystosow (...)

19Wspomniałam, że Neuger nie używa języka psychoanalizy, dlatego trudniej jest przeprowadzić na jego tekstach podobną operację co w przypadku Czarnego nurtu, w którym Michał Paweł Markowski pisze wprost o przyjętych przez siebie psychoanalitycznych kategoriach i terminach. Niemniej zdecydowałam się na takie porównanie, gdyż z jednej strony pozwala ono pokazać refleksję autora Brokatów w innym niż przyjęty dotychczas wymiarze47, a z drugiej – jako kontrapunkt do Ręki kelnera wykracza poza poststrukturalistyczny model rozumienia nowoczesności, bo zawiesza dominujący w nim konflikt podmiotowy. I właśnie zmierzając w tym kierunku, zaczęłam zastanawiać się nad psychoanalitycznym kontekstem, w którym dałoby się umieścić interpretację Neugera wprowadzającą koncept „emigracji z”. W moim przekonaniu to „pojęcie intelektualne” nie służy do podtrzymywania dialektycznej rozgrywki, co na wielu przykładach dało się pokazać w Czarnym nurcie. Neugerowi nie chodzi o upodmiotowienie rozumiane jako walka Gombrowicza o własną tożsamość. Mówiąc inaczej, tożsamość jest tym, co podmiotowi przeszkadza w drodze do upodmiotowienia. Uzasadnię to zgodnie z przyjętym w tym studium psychoanalitycznym odniesieniem.

  • 48 J. Lacan, Écrits, Éditions du Seuil, Paris 1966, s. 80.
  • 49 Tamże.

20W Au delà du „Principe de réalité” Lacan48, wychodząc od odwrócenia kolejności „zasad” przyjętej przez Freuda w Poza zasadą przyjemności, zwraca uwagę na mylące oddzielanie (izolowanie) podmiotu od rzeczywistości (realności, fr. réalité). Jeśli za punkt odniesienia przyjmuje się opozycję świat – podmiot, na którą następnie nakłada się kolejną opozycję brak sensu – sens lub jego konieczność, to siłą rzeczy Freudowski schemat działania zasady rzeczywistości (świat, brak sensu) zawsze będzie zwrócony przeciwko działaniu zasady przyjemności (podmiot, sens). Na tym opierał swoją interpretację Gombrowicza Markowski. Ale – tłumaczy Lacan – do realności można by spróbować podejść inaczej, niż zaproponował to Freud. Podmiotu nie da się tak po prostu wstawić w realne, można za to przynajmniej próbować rozumieć go jako w jakiś sposób powiązany lub wyartykułowany z czymś, co jest bliżej realności niż on sam. Dlatego podmiot trzeba ujmować z symptomem, jako wyartykułowany wraz z symptomem, bo dzięki symptomowi istnieje (podmiot plus symptom). Symptom jest czymś z realności – „ręka” – co może „wytrącić” podmiot na drodze artykulacji. Dokładnie w takiej kolejności, czyli nie czymś zagrażającym podmiotowi, ale warunkującym go. Podkreślam, że podmiot nie wchodzi w realność i nie ten kierunek ma na myśli Lacan. To jest właśnie bliższe owej „emigracji z”, która według Neugera polegałaby na emigrowaniu z wszelkich instytucji (symboliczne) i „utonięciu w magmie społecznej”, czyli w pewnym sensie na zawieszeniu kategorii dystynktywnych i językowych, na zawieszeniu dialektyki. Choćby tylko na tę jedną chwilę – na moment artykulacji podmiotu pod wpływem „ręki”. Podmiot nie musi zmieniać się w obiekt nawiedzony przez symptom, który musiałby zwalczać. Samo rozpoznanie istnienia tego (Es) można wykorzystać do przekształcenia realności, do jej skreślenia49. Tym według mnie byłby symptom: „wysiłkiem emigracji z”, który należy dodać do podmiotu.

  • 50 M.P. Markowski, Czarny nurt, s. 48.
  • 51 B.C. Han, Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje, s. 237.
  • 52 M.P. Markowski, Ręka kelnera, s. 227-230.

21Mówiąc inaczej, obsesyjna analogia nowoczesnego upodmiotowienia wymaga stworzenia odpowiedniego rytuału. Przymus powtarzania musi bowiem zinstytucjonalizować się w nerwicy. Markowski, wzorując się na Freudowskim „odejmowaniu symptomu”, przedstawia zasadniczy problem Gombrowicza – nie ma podmiotu „pod spodem” (czarny nurt, najczarniejsze otchłanie), ale nie jest on również „dany z góry”. Pozostaje więc przestrzeń pomiędzy – na przykład pomiędzy realnym a wyobrażeniowym, czyli przestrzeń symboliczna lub językowa. Podmiot Gombrowicza może się upodmiotowić dzięki językowi, nawiązując w nim rytualne relacje, tocząc walkę z symptomami, organizując swoje defilady symptomów itp. Dlatego też w pewnym miejscu Markowski wprowadza podmiot w nawias – „(podmiot)”50. W ten sposób staje się on nie tyle umowny, ile wsparty o protezę tego nawiasu, niesiony przez rytuał, z którego faktycznie musi zostać wykluczony. Jak wiadomo, rytuał nie jest formą jednostkowej ekspresji, lecz wyrazem instytucjonalnej dyscypliny51. W przypadku Gombrowicza tę dyscyplinę wnosi ze sobą porządek obsesji52.

  • 53 L. Neuger Granice tranzytywności, s. 15.
  • 54 Tamże, s. 12.
  • 55 Tamże, s. 13.
  • 56 Tamże, s. 15.
  • 57 Tamże.

22Według Neugera podmiot Gombrowicza nie lokuje się pomiędzy, tylko raczej gdzieś na styku, trochę zahaczając o każdy z wymienionych rejestrów. Zamiast ścisłego języka nerwicy i jej dyscypliny, potrzebuje luki w symbolicznym. Przez tę lukę wygląda to, co „nie poddaje się akulturacji, spożyciu, wchłonięciu ani pominięciu”. Słowem, sam Gombrowicz – powiada Neuger – byłby dla siebie taką „granicą tranzytywności”, tym, co „przytrafić się nie powinno, a jednak się przytrafia”53. Osiągnięcie granicy tranzytywności oznacza dojście do kresu komunikacji. I tutaj nie chodzi o niemożliwość zrozumienia, lecz o niemoc zakomunikowania. Dla Neugera komunikacja i rozumienie nie są tym samym. „Na tej granicy lokuje się jego twórczość”54, pisze o Gombrowiczu i jednocześnie wskazuje momenty, w których podmiot zamiast relacji symbolicznych dopuszcza relacje skopiczne – „spotkanie oko w oko”55. Jeśli granice tożsamości traktuje się jako luźne, określone poprzez „wysiłek emigracji z”, to dlatego, że w tym modelu upodmiotowienie prowadzi do „rozbrojenia ja”. Neurotyczne ja przeciwko swoim symptom kieruje oręż języka, ja rozbrojone wyłania się w języku dzięki swojemu symptomowi, bo właśnie on stanowi granicę tranzytywności. Symptom nie przestaje się nie zapisywać (ne cesse pas de ne pas s’écrire), mówi Lacan. I dlatego jest czymś w rodzaju „nieusuwalnego diabelstwa świata”56, które albo będzie napędzać obsesje podmiotu nowoczesnego, albo utrwali się w tej nieprzechodniej postaci, na granicy, na której „sam Gombrowicz byłby wtedy swoim własnym diabłem, bo – bez twarzy – patrzy na każde swoje-nieswoje patrzenie, zbliżając się asymptotycznie do pełnej obecności”57, choć, jak mówi Neuger, tej ostatniej nie ma ani za życia, ani po śmierci. Zatem zawsze jako nie-cały, pas-tout.

  • 58 L. Neuger, Pomysły do interpretacji, s. 165-171.
  • 59 Na podobną funkcję wytrącenia wskazuje Neuger w tekście W szponach ironii. O drobnym wierszu Julius (...)

23Interesujące z tej perspektywy wydaje się rozumienie Gombrowiczowskiego „wytrącenia”. Według Neugera funkcjonuje ono odwrotnie niż u Markowskiego. Wytrącenie jest pewnym chwytem, za pomocą którego Gombrowicz pokazuje problematyczny status podmiotu58. Ale – i tutaj podkreślić trzeba różnicę – w interpretacji Neugera podmiot nie zostaje wytrącony przez „rękę”, lecz przez instytucję59. W tym sensie „ręka” jest jego sprzymierzeńcem i dlatego „wy-trąca” go instytucja. Przecież to instytucja (u Markowskiego „policja”) domaga się usunięcia ręki-symptomu i zastąpienia jej porządkiem języka – w przypadku obsesji będą to wytwory pracy myślenia („wtórne symptomy nerwicy”). Wytrącenie podmiotu następuje więc wtedy, gdy pojawia się hierarchizujący porządek. Odpowiedzią na nie może być tylko wizyta w „Sztokholmie”. Tak widzi to Neuger w tekście Witold Gombrowicz w Sztokholmie.

24„Sztokholm” to wyobrażeniowe tło, na którym możliwe staje się zawieszenie obowiązującej w symbolicznym dyscypliny. Instytucje społeczne, a w tekście przyjęta „norma narracyjna” i konwencja „powiastki dydaktycznej”, wymagają w trybie lektury właściwego rozpoznania i zareagowania. Podobnie jak w opisywanej przez Gombrowicza sytuacji z „księciem Gaetano”. Powinność wymusza na podmiocie stworzenie odpowiedniej opozycji, na przykład arystokracja, pan – młodzież, parweniusze, cham.

  • 60 Tamże, s. 167.

Czego u Gombrowicza brakuje? Przede wszystkim tematu kariery, a wraz z nim nieodzownych realiów. Sfera realiów: ze środowiskami sztokholmskimi, ulicami, domami, działaniami bohatera i jego ewentualnych sprzymierzeńców, cel wizyty w Sztokholmie – to wszystko zostało z opowieści konsekwentnie usunięte60.

  • 61 B.C. Han, Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje, s. 68.
  • 62 L. Neuger, Pomysły do interpretacji, s. 170.
  • 63 Tamże.

25Podmiot Gombrowicza oczywiście nie jest w żadnym Sztokholmie, bo pisze o tym po to, żeby tam nie być. „Sztokholm” jest luką znalezioną przez podmiot w symbolicznym. Ta luka pozwala ja się rozbroić albo, mówiąc inaczej, wskazuje na możność „nierobienia”61 tego, o czym pisze (np. „zdobywanie salonu”). A przede wszystkim, to Neuger wyraźnie podkreśla, chodzi o możność „nierobienia” z ja podmiotu powinności, któremu „imponuje” arystokracja. „Zasadą istnienia świata arystokracji jest zatem imponowanie”62, przy czym zasada ta uwzględnia („zwalcza”) również wszystkich buntowników, którzy temu imponowaniu chcą się przeciwstawić. Podmiot Gombrowicza w „Sztokholmie” robi więc coś zupełnie innego. Nie buntuje się przeciwko nowoczesnej dyscyplinie formy, przeciwko konwencji literackiej, przeciwko nieuchronnemu doświadczeniu nowoczesności, lecz „w obliczu arystokratów wypowi[ada] swą niższość względem nich i ich wyższość, niejako instytucjonalnie zapewnioną”63. Na wyobrażeniowym tle, w „Sztokholmie”, artykułuje się wraz ze swoim symptomem, który – skoro nie przestaje się nie zapisywać – nie może być przeciwstawiony arystokracji (symbolicznemu, językowi), choć może być ujęty pozytywnie, dodany do podmiotu.

  • 64 Tamże.

26„Chodzi bowiem o to, by ocalić nie ich (świat), lecz siebie”64, podsumowuje Neuger. Ale jak i czym miałoby się to różnić od samoocalenia podmiotu Gombrowicza w „czarnym nurcie”? Markowski pokazuje drogę do języka, bo tylko tak może się ukonstytuować podmiot – w relacji. Podmiot Gombrowicza obsesyjnie nawiązuje relacje, nieustannie nad nimi pracuje (Denkarbeiten). U Neugera na odwrót. Wyobrażeniowy „Sztokholm” zawiesza relacje. Podmiot może się ocalić nie dzięki powinności myślenia o relacjach (komunikacja), ale dzięki, by tak rzec, nierelacyjności swojego symptomu. Ocala się w inny sposób, bo też nie walczy o granice swojej tożsamości. Odwrotnie, dąży do „granicy tranzytywności” ulokowanej na styku wszystkich trzech wskazanych przez Lacana rejestrów, nie zatrzymuje się pomiędzy realnym a wyobrażeniowym.

  • 65 L. Neuger, Brokaty, s. 45-46.
  • 66 Tamże, s. 47.
  • 67 W tym znaczeniu przyjęcie perspektywy symptomatycznej stanowiłoby odwrotność „powrotu realnego”.
  • 68 L. Neuger, Brokaty, s. 47.

27Tak rozumiem funkcję „części luźnych”. Pochodzą one z autobiograficznej refleksji Neugera, ale w sensie ścisłym są wynikiem lektury Gombrowicza65. Neuger w Brokatach, podobnie jak w swojej interpretacji Witold Gombrowicz w Sztokholmie, stawia fantastyczny przypadek samoocalenia podmiotu ponad konstytuującą podmiot walką z symptomem. Mówiąc inaczej, wybiera barona Münhausena, a nie Wilhelma Meistra. Żadnych „pytań i spodziewań” – pisze w odniesieniu do Dziennika Gombrowicza i do swoich autobiograficznych Brokatów. Co oznacza również, że zachowuje lukę języka, która jak harcap pozwala wyciągnąć się z bagna. Bagno to obszary „niedomówienia, odrzucenia i milczenia”, istniejące równolegle do „oczywistości”, po której chodzi się jak po „dobrze ubitych traktach gwarantujących bezpieczną podróż lekturową”66. Co ważne, bagno nie jest powracającym wypartym, „czarnym nurtem” zagrażającym podmiotowi. Owszem, nie zostało osuszone, bo ominęła je „modernizacja”, niemniej było, jest i znikąd nie powraca67. „Części luźne” pozwalają myśleć o takim ulokowaniu podmiotu, które sprawia, że stale znajduje się on na granicy, na styku artykulacji i komunikacji, rzeczywistości, języka i wyobrażenia. Neuger wprowadza „części luźne”, bo chodzi mu o „ocalenie siebie”, nie o upodmiotowienie w sensie kulturowym czy społecznym. Ale też to „siebie” postrzega inaczej. Podmiot trącony „ręką kelnera” ma szansę zrozumieć, że jego podmiotowość jest ulokowana granicznie. Dlatego raczej luzuje tożsamość, niż ją obsesyjnie uściśla. „Przywiązuję w związku z tym coraz większą wagę do części luźnych mojej tożsamości: do peruki, strzemion, siodła. I nie wypuszczam z rąk harcapa. W nim nadzieja na ratunek.”68

Zmęczenie

  • 69 W tym miejscu Markowski przywołuje Ciorana: „Obsesyjne rozważanie własnych obsesji to strukturalna (...)

28Na końcu eseju Ręka kelnera Markowski pokazuje skutki utrwalonej obsesji jako paradoksalną pozycję podmiotu nowoczesnego. Z jednej strony „praca myślenia” umacnia bezpodmiotową konwencję i rytuał, z drugiej – podmiot naraża się na skrajne zmęczenie, żeby tę pracę kontynuować. W efekcie obsesja tylko wzmaga swoją konieczność. Jeśli choćby kawałek stopy osunie się z „ubitego traktu” – na przykład wytrącony „ręką kelnera” – to „czarny nurt” od razu wylewa. Zmęczenie przestaje być funkcją fizjologiczną i staje się kondycją obsesyjnego, nowoczesnego podmiotu69. A jak to przebiega w interpretacji Neugera? „Wysiłek emigracji z” sprowadza się przede wszystkim do znalezienia dystansu wobec rytuału. Staje się to możliwe wtedy, gdy zawieszony zostaje dwubiegunowy podział neurotycznego świata: albo rytuał, albo „nieusuwalne diabelstwo”. Ten podział przebiega według linii językowej komunikacji. Usilne komunikowanie się wyczerpuje „ja”, bo „ja” musi się zbroić przeciwko „diabelstwu”. Ale jeśli pomyśleć o tym na odwrót, to możliwe staje się rozbrojenie „ja”, zmęczenie prowadzące do rozluźnienia granic tożsamości, a więc w odwrotnym kierunku niż narastająca nowoczesna obsesja podmiotu. Owszem, diabelstwo i bagno się nie komunikują, ale są. Są też „części luźne” podmiotu, za pomocą których można zrobić coś, co wykracza poza prawa języka, jak artykulacja poprzedzająca komunikację. Markowski artykulację w tekście Gombrowicza skreśla jako bełkotliwą, zagrażającą podmiotowi i jego formie. Neuger z kolei ów bełkot rozumie jako potrzebę artykulacyjnego zmęczenia, rozluźnienia i w tym sensie dopuszcza „nierobienie”:

  • 70 L. Neuger, Pomysły do interpretacji, s. 170.

W ostatecznej zatem instancji przypowieść dydaktyczna Gombrowicza okazuje się zaproszeniem do wielkiej, młodzieńczej, radosnej, jakby powiedział sam Gombrowicz: zielonej zabawy, boć „młodzież z proletariatu póki nie zostanie wprzęgnięta w kierat, okiełznana pracą – czyż nie bywa uśmiechnięta?”. Także do zabawy z tej dydaktyki dla parweniuszy…70

  • 71 B.C. Han, Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje, s. 87-88.

29Społeczeństwo zmęczenia, pisze Byung-Chul Han, otwiera się na głębokie zmęczenie, które „poluźnia nawias tożsamości. Rzeczy migoczą, lśnią, drżą na swych brzegach. Stają się bardziej nieokreślone, przenikalne, tracą coś ze swej ostateczności”71. „Zielona zabawa”, wyobrażeniowe migotanie, niewyraźne granice – to są „części luźne” własnej tożsamości podmiotu późnonowoczesnego, ale też podmiotu, który „ocala siebie” w Brokatach. Tak rozumiem tytuł ostatniej książki Neugera i interpretuję go w odniesieniu do jego symptomatycznej interpretacji literatury Gombrowicza.

Góra strony

Przypisy

1 B.C. Han, Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje, przeł. R. Pokrywka, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022, s. 17 (e-book).

2 Temu zagadnieniu poświęciłam już jeden z opublikowanych na łamach „Tekstów Drugich” artykuł (zob. Literatura jako symptom, „Teksty Drugie” 2022, nr 5). Ponieważ rozbudowuję systematycznie obszar moich badań i rozwijam ten temat na innym poziomie konceptualizacji, zostawiam w tytule hasłowe odwołanie do wspomnianego kontekstu. W ten sposób włączam się również w obecny na gruncie polskiego literaturoznawstwa nurt refleksji rozpatrującej literaturę jako zjawisko psychoanalityczne, niekonieczne w tradycji hermeneutycznej. M.P. Markowski, uzasadniając taki kierunek badań w jednym ze swoich esejów – cytuję go w tym studium – pisze: „Interesuje mnie za to przejście między obsesją i literaturą, a dokładniej obsesyjny charakter samej literatury […] staram się zrozumieć, w jakiej mierze obsesja tkwi u podstaw literatury, w jakim stopniu ją warunkuje i jak się nią karmi. Bo że tak właśnie jest, nie wątpię”; M.P. Markowski, Ręka kelnera. Esej o obsesji w literaturze, w: Kultura afektu – afekty w kulturze. Humanistyka po zwrocie afektywnym, red. R. Nycz, A. Łebkowska i A. Dauksza, Wydawnictwo IBL PAN, Warszawa 2015, s. 220; z prac tego autora można by wymienić jeszcze wiele, np. Między nerwicą i psychozą. Rzeczywistości Rolanda Barthes’a, „Teksty Drugie” 2012, nr 4. Chodziłoby więc o wykorzystanie psychoanalizy w konceptualnym przejściu od interpretacji literatury do teorii podmiotu; podobny proces zachodzi we współczesnych badaniach kulturowych i społecznych.

3 S. Freud, Zahamowanie, symptom i lęk, w: tegoż, Histeria i lęk. Dzieła, t. VII, przeł. R. Reszke, Wydawnictwo KR, Warszawa 2001.

4 Tamże, s. 201.

5 Freud podkreśla, że „symptom […] to sukces procesu wyparcia”.

6 R. Nycz, Poetyka doświadczenia. Teoria, nowoczesność, literatura, Wydawnictwo IBL PAN, Warszawa 2012, s. 231.

7 Tamże.

8 Na potrzeby tego tekstu porównanie ograniczam tylko do kwestii symptomu, choć wielu badaczy wskazuje na taki właśnie kierunek w krytycznej interpretacji psychoanalizy. Zob. np. F. Crews, The Memory Wars:. Freud’s Legacy in Dispute, The New York Review of Books, New York 1995. W wydaniach polskojęzycznych wybitnym przykładem krytycznego myślenia o nowoczesności na podstawie teorii psychoanalitycznej jest książka J. Momry Widmontologie nowoczesności, Wydawnictwo IBL PAN, Warszawa 2014.

9 B.C. Han, Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje, dz. cyt., s. 103-104.

10 Han wskazuje tutaj na ciągłość procesu upodmiotowienia w tym sensie, że jego późnonowoczesna forma wyłoniła się z poprzedzającej ją bezpośrednio formy dyscyplinarnej na skutek pewnego rodzaju przesilenia – kiedy nacisk czynnika dyscyplinującego (zewnętrznego) był już wyjątkowo intensywny, podmiot po prostu go zinterioryzował. „Podmiot osiągnięć pozostaje wciąż zdyscyplinowany, tyle że stadium dyscyplinarne ma już za sobą”; tamże, s. 36.

11 „Nieświadomość Freuda nie jest tworem uniwersalnym. Jest produktem represyjnego społeczeństwa dyscyplinarnego, od którego coraz bardziej się dzisiaj oddalamy”; tamże, s. 104.

12 Zob. J. Lacan, L’envers de la psychanalyse. Le séminaire livre XVII, 1969-1970, oprac. J.-A. Miller, Seuil, Paris 1997.

13 Foucault nazywał tę metodę „interpretacją interpretacji”. Zob. M. Foucault, Nietzsche, Freud, Marks, przeł. K. Matuszewski, „Literatura na Świecie” 1988, nr 6.

14 Ta myśl pojawia się u Lacana dość wcześnie, bo już na początku lat pięćdziesiątych, z pewnością pod wpływem myśli strukturalistycznej, zwłaszcza w jej modelu językoznawczym. Zob. Les formations de l’inconscient. Le séminaire livre V, 1957-1958, oprac. J.-A. Miller, Seuil, Paris 1998; Funkcja i pole mówienia i mowy w psychoanalizie. Referat wygłoszony na kongresie rzymskim 26-27 września 1953 w Instituto di psicologia della universitá di Roma, przeł. B. Gorczyca, W. Grajewski, Wydawnictwo KR, Warszawa 1996.

15 Odwołuję się tutaj do dwóch tekstów Lacana: Lituraterre oraz Joyce le Symptôme, oba zamieszczone w: Autres écrits, Éditions du Seuil, Paris 2001. Szczegółowo omawiam to w książce Lacan. Projekt lektury, zwłaszcza w rozdz. Od „sym-bolu” do „sym-ptomu”, WUJ, Kraków 2023.

16 J. Lacan, Autres écrits, s. 569.

17 B.C. Han, Społeczeństwo zmęczenia, s. 28.

18 Tamże, s. 90.

19 Ta niemożliwość, jak pokazuje Lacan w Lituraterre, jest warunkiem możliwości wyłonienia się literatury, przynajmniej w jej awangardowej postaci.

20 „Nadzwyczajne, że Joyce doszedł do tego nie tyle bez Freuda (chociaż samo przeczytanie go by mu nie wystarczyło), ile raczej bez uciekania się do doświadczenia analizy (które być może zawiodłoby go do jakiegoś nudnego końca)”; Autres écrits, s. 570. Joyce według Lacana być może zamierzał wyczerpać symptomatyczną artykulację – „zużyć” swój symptom – ale osiągnął coś przeciwnego. „Pomysł był dobry, lecz upadł w realizacji. Powiedziałbym, że to jest symptomatologiczne”; tamże, s. 569. Gdyby udało mu się zlikwidować symptom poprzez artykulację, to psychoanaliza nie byłaby już nikomu potrzebna. A tak przypadek Joyce’a („symptom Joyce”) pokazuje, że symptom na poziomie artykulacji pozostaje nierozerwalnie związany z podmiotem.

21 „Czarny nurt” pisany w taki sposób oznacza hasło, które wraz z książką M.P. Markowskiego, zatytułowaną Czarny nurt. Gombrowicz, świat, literatura (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004), weszło na stałe do polskiej gombrowiczologii. „Czarny nurt” przyjmuję jako wykładnik metody interpretacji literatury Gombrowicza. Książka Markowskiego w założeniu odnosi się do psychoanalizy Lacana. Niemniej – to właśnie pokazuję w moim tekście – przynajmniej jeśli chodzi o symptom, autor zachowuje perspektywę Freudowską.

22 Różnicę warunkującą moje porównanie dostrzegam być może wbrew intencjom cytowanych badaczy. W przypisie do artykułu Granice tranzytywności („Teksty Drugie” 2005, nr 3) L. Neuger wprost powołuje się na zbieżność swojej interpretacji z myśleniem Markowskiego; z kolei Czarny nurt zadedykowany został Neugerowi.

23 M.P. Markowski, Czarny nurt, s. 47.

24 L. Neuger, Pomysły do interpretacji. Studia i szkice o literaturze polskiej, Oficyna Literacka, Kraków 1997, s. 139.

25 Tamże, s. 138.

26 Tamże.

27 Chodzi o tekst Witold Gombrowicz w Sztokholmie. Więcej piszę o tym w dalszej części.

28 Wprowadzam cudzysłów, żeby podkreślić fikcyjny charakter tego zapisu w Dzienniku Gombrowicza. Zob. L. Neuger, Pomysły do interpretacji, s. 166.

29 L. Neuger, Brokaty, Austeria, Kraków–Budapeszt–Syrakuzy 2022, s. 41-47.

30 Jak już wspomniałam, „czarny nurt” traktuję jako strategię interpretacji Gombrowicza. Odwołuję się więc nie tylko do książki, ale również do obszernego artykułu Ręka kelnera. Esej o obsesji w literaturze.

31 M.P. Markowski, Czarny nurt, s. 46.

32 Tamże, s. 47.

33 Tamże: „W każdym momencie otwiera się w ja «połać nieokreślonego», pozbawiająca go na zawsze przypisanych własności”.

34 Tamże, s. 48.

35 M.P. Markowski, Ręka kelnera, s. 226.

36 S. Freud, Uwagi na temat pewnego przypadku nerwicy natręctw, przeł. D. Rogalski, w: tegoż, Charakter a erotyka, przeł. R. Reszke, D. Rogalski, oprac. R. Reszke, Wydawnictwo KR, Warszawa 1996, s. 27. W ten sposób swoją chorobę nazwał pacjent podczas pierwszego spotkania z Freudem.

37 M.P. Markowski, Ręka kelnera, s. 221. Chodzi o fragment z 2 tomu Dziennika Gombrowicza.

38 Tamże, s. 223-224.

39 Tamże, s. 247.

40 Tamże, s. 244.

41 Tamże, s. 247.

42 Tamże, s. 248.

43 M.P. Markowski, Czarny nurt, s. 47-48. Do „nawiasu” wracam w dalszej części, proponując wyjaśnienie jego funkcji.

44 L. Neuger, Pomysły do interpretacji, s. 127-146.

45 Tamże, s. 137-138; wyróżnienia za oryg. Ciekawym kontrapunktem jest jeszcze interpretacja Marii Janion, na którą Neuger powołuje się w przypisie. Dla autorki Gorączki romantycznej „Ręka”, zgodnie z „gotycką” wykładnią, symbolizuje „jakąś wizję Losu czy Przeznaczenia”, „układa bieg przypadków”; M. Janion, Gorączka romantyczna, PIW, Warszawa 1975, s. 170-171. Propozycja Janion nie mieści się jednak w zaproponowanej przeze mnie perspektywie symptomatycznej, gdyż „rękę” wynosi do rangi symbolu.

46 L. Neuger, Pomysły do interpretacji, s. 138.

47 W Posłowiu do Brokatów A. Dauksza czyta Neugera z perspektywy Gombrowiczowskiej „siły nieprzystosowania”. Neuger na przykładzie Gombrowicza najpierw analizuje „mit outsidera i emigracyjności”, a następnie „przejmuje go do własnej strategii życiopisania”. Zgadzam się z tą kolejnością, ale interpretuję ją na odwrót. Dla mnie jest ona wyrazem „przystosowania” i utrzymania aktywnej postawy artykułującego się podmiotu. Dlatego zamiast „bierności” i „zależności” podkreślam jego możność oraz symptomatyczność rozumianą jako zasada jednostkowej wyrażalności podmiotu. Zob. A. Dauksza, Posłowie. Polska jako szum. Siła nieprzystosowania w humanistyce Leonarda Neugera, w: L. Neuger, Brokaty, s. 91-109.

48 J. Lacan, Écrits, Éditions du Seuil, Paris 1966, s. 80.

49 Tamże.

50 M.P. Markowski, Czarny nurt, s. 48.

51 B.C. Han, Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje, s. 237.

52 M.P. Markowski, Ręka kelnera, s. 227-230.

53 L. Neuger Granice tranzytywności, s. 15.

54 Tamże, s. 12.

55 Tamże, s. 13.

56 Tamże, s. 15.

57 Tamże.

58 L. Neuger, Pomysły do interpretacji, s. 165-171.

59 Na podobną funkcję wytrącenia wskazuje Neuger w tekście W szponach ironii. O drobnym wierszu Juliusza Słowackiego, w: tegoż, Ćwiczenia z wrażliwości. Duża i małe szkice literackie, Wydawnictwo UŚ, Katowice 2006, s. 41-53. Wiersza Słowackiego nie czytam – powiada Neuger – „mam go raczej w sobie od lat”. Kiedy więc pojawia się pytanie o jego znaczenie – zadane z poziomu instytucji (historia literatury, konwencja, gatunek literacki, itp.) – „natychmiast wytrącam sobie ten wiersz z równowagi. Albowiem on wcale na takie pytanie nie chce odpowiadać”. Interpretacyjne wytrącenie powoduje, że utwór się rozpada, jego „pokorne” trwanie zostaje przerwane zapośredniczeniem w symbolicznym uniwersum – „akt zamiany permanencji w wieczność”. W ten sposób Neuger wyjaśnia pułapkę tytułowej „ironii”: interpretacja znosi doczesność i historyczność i tym samym może wzbudzać „szczerą nienawiść”. Bo dlaczego wyrywać ja wiersza z tej swoistej homeostazy? Dlatego, że w takim stanie wiersz jest, ale się nie komunikuje. Inaczej mówiąc, jeśli przyjąć, że istnienie wiersza równa się jego znaczeniu, to ja musi ulec prawom polonistycznej wykładni („ironia romantyczna”). Ale jeśli wiersz zakłóca komunikację („ironia retoryczna”), to dlatego, że „nie chce” usensownienia swojej doczesności. Wówczas obowiązek znaczenia wytrąca go z równowagi. Można by też dopowiedzieć, odwołując się do późniejszych Brokatów i specyficznej kategorii obiektów – „części luźnych” – że ów wiersz trwa na granicy języka i wyobrażenia. I tylko o takie trwanie tutaj chodzi.

60 Tamże, s. 167.

61 B.C. Han, Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje, s. 68.

62 L. Neuger, Pomysły do interpretacji, s. 170.

63 Tamże.

64 Tamże.

65 L. Neuger, Brokaty, s. 45-46.

66 Tamże, s. 47.

67 W tym znaczeniu przyjęcie perspektywy symptomatycznej stanowiłoby odwrotność „powrotu realnego”.

68 L. Neuger, Brokaty, s. 47.

69 W tym miejscu Markowski przywołuje Ciorana: „Obsesyjne rozważanie własnych obsesji to strukturalna zasada dzieła Ciorana”; M.P. Markowski, Ręka kelnera, s. 248.

70 L. Neuger, Pomysły do interpretacji, s. 170.

71 B.C. Han, Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje, s. 87-88.

Góra strony

Jak cytować ten artykuł

Odwołanie bibliograficzne dla wydania papierowego

Anna Turczyn, «„Części luźne”. O symptomie i literaturze»Teksty Drugie, 4 | 2023, 216-236.

Odwołania dla wydania elektronicznego

Anna Turczyn, «„Części luźne”. O symptomie i literaturze»Teksty Drugie [Online], 4 | 2023, Dostępny online od dnia: , Ostatnio przedlądany w dniu 18 juin 2024. URL: http://0-journals-openedition-org.catalogue.libraries.london.ac.uk/td/20394

Góra strony

O autorze

Anna Turczyn

Anna Turczyn – dr, pracuje w Centrum Studiów Humanistycznych (Wydział Polonistyki UJ). Zajmuje się psychoanalizą. Bada jej krytyczne strategie opisu w odniesieniu do dyskursów literaturoznawczych. Tłumaczyła książki M. Augé, R. Barthes’a, P. Casanovy, M. Godeliera, J. Kristevej, P. Ricœura. Stała współpracowniczka Krakowskiego Koła Psychoanalizy Nowej Szkoły Lacanowskiej. Wkrótce ukaże się jej książka Lacan: projekt lektury (Wydawnictwo UJ, Kraków 2023).

Tego samego autora

Góra strony

Prawa autorskie

CC-BY-4.0

The text only may be used under licence CC BY 4.0. All other elements (illustrations, imported files) are “All rights reserved”, unless otherwise stated.

Góra strony
Search OpenEdition Search

You will be redirected to OpenEdition Search